listopad3

Księga 1

dodano: 3 listopada 2010 przez Magda Woś


Ostatnia żywa dusza

 

Magda Woś

 

 

 

 

 

Prolog:

 

Czasami miałam nadzieję, że to sen, że to jedynie mi się zdaje... jednak to była boląca prawda.

Teraz nie czuję nic.

Śmierć daje dużo do myślenia. Bynajmniej ta w pierwszym świecie . Niezmiernie jestem ciekawa jak to wygląda po tej stronie... czy istnieje jeszcze trzeci wymiar...a może po prostu tutaj śmierci nie ma?

Nie mam za dużo czasu, muszę się śpieszyć. Ścigają mnie, nie dam rady dłużej uciekać.

Nie traćmy czasu, zaczynajmy...

 

 

Przemija tylko to, co kłamliwe.

Dla prawdy śmierć nie istnieje...

A.Hercan

I

 

23; 45 12 listopada 2009

 

Przekalkowałam sytuację, dochodziła północ. Matka na pewno dawno już śpi, albo wisi nad kiblem w łazience.

Poczułam wibracje pod poduszką, to była Amanda. Odebrałam i schowałam się z komórką pod kołdrę.

-Czekamy na ciebie!-szeptem krzyknęła dziewczyna.

W tle słyszałam głośne rozmowy reszty ekipy.

-Już spokojnie, wcześniej nie mogłam...

Mówiłam szeptem.

    -To pośpiesz się! My tu czekamy, oni lada chwila się pojawią!

Rozłączyłam się, schowałam telefon pod poduszkę. Bezgłośnie ubrałam ciepłą kurtkę i spodnie.

Całe szczęście, że mieszkałam na parterze, z łatwością przeskakuje przez okno. Przymykam je, nie zostawiając podejrzeń.

I już jestem w swoim świecie...

 

12;15

    -Idioci, zamknąć się!- syknęła Amanda wyniosłym głosem.

Za życia miała półdługie, falowane, blond włosy. Wyglądała ślicznie, nawet kiedy była taka niemiła.

Greg i Adam natychmiast przestali gadać, skupili się na sprawie...

 

01;14

 

Pamiętam, że było okropnie zimno, i że nie czułam swoich stóp.

Bus nareszcie nadjechał.

Ze strony pasażera wyskoczył wysoki, szczupły mężczyzna. W cieniu nie było widać jego twarzy. Panowała tępa cisza i mrok. Na starej tekturowni nie było wtedy nawet lampy, a najbliższe osiedla były po drugiej stronie.

Zza kurtki wyciągnął towar, podał go Amandzie. Tak było zawsze.

-Znamy zasady- odezwał się niskim, nieprzyjemnym głosem- wasze 20%, za tydzień, tak jak zawsze..

Mówiąc to był już w samochodzie. Auto odjechało pozostawiając za sobą opuchł kurzu.

 

01;21

 

Byliśmy w siedzibie. Jak zwykle siedziałam na swoim starym miejscu. Sprężyny ze starego fotela wbijały mi się w plecy. Chociaż był mróz, nie było mi zimno. Wódka dostatecznie mnie rozgrzała.

-Aśka, ty dostaniesz amfe, u ciebie zawsze szybko schodzi...- zwrócił się do mnie Greg.

Rzucił w moją stronę działki, nie zauważyłam tego i woreczki rozsypały się po ziemi.

-Idiotka.- skwitowała mnie ze śmiechem Amanda zajęta swoimi działkami.

-Musimy to w końcu posprzątać!-oznajmiłam kopiąc puszkę po piwie.

-To proszę bardzo, sprzątaj!- zaśmiał się Adam odpalający papierosa.

Gdy zbierałam narkotyk po zapleśniałej podłodze zrobiło mi się niedobrze. Oprócz dywanu z aluminium podłogę zdobiła pleśń, na ścianach rozwijał się cuchnący grzyb.

Jak mogłam uważać takie miejsce za siedzibę? Nie rozumiem czasami mojego myślenia.

 

02,53

 

Robiło się nudno, wódka już ze mnie wyparowała i było mi się zimno.

-Zmywam się! -za starej wersalki zerwała się Amanda, przeskoczyła przez murek. Za nią podążył Adam.

Ja też wstałam, otrzepałam plecy z niewidzialnych okruchów.

-Aśka...- odezwał się Greg delektując się skrętem.

Pamiętam, że jego niebieskie źrenice były ogromne. Nigdy ze mną nie rozmawiał, czy coś się zmieniło?

Spojrzałam na niego pytającym wyrazem twarzy. Jego oczy przyglądały mi się uważnie, co trochę wypuszczał dym z ust.

-Będziesz tu tak siedział?

Zapanował cisza. Stałam pochylona nad swoim fotelem wpatrując się w niego.

-Wyładniałaś ostatnio...

Czułam jak się czerwienie na twarzy, ręce zaczęły mi drżeć.

Zagasił fajkę na ziemi obok puszki po piwie.

Podszedł do mnie.

Czułam jak wszystkie moje kończyny drętwieją. Nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu.

Wepchnął mi język do ust, prawie do gardła.

Rozebrał mnie, a raczej zdarł zemnie ciuchy. Sam był już bez spodni.

Popchnął mnie w stronę starej, zniszczonej kanapy. Nie opierałam się, poddałam się jego czynom.

Greg rozchylił moje uda i położył się na mnie całą powierzchnią swojego ciała. Nie przestawał mnie całować i pieści moich piersi ręką.

Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, byłam jak w agonii.

Pamiętam, że bolało.

Bardzo bolało.

Zamknęłam oczy, zacisnęłam pięści aż pobielały mi kłykcie i postanowiłam wytrwać do końca.

Wyobrażałam sobie, że seks jest czymś fantastycznych, magicznych, niepowtarzalnym, że jest taki jakim go opisują... kolejna głupia rzecz jaką robiłam, wierzyłam nieprawdzie notorycznej.

 

08,12

    -A ty jeszcze nie w szkole?- wybełkotała matka upijając łyk wody z brudnej szklanki.

    -….nie mama dziś pierwszej lekcji...

    -Po co zmyślasz? Pewnie znowu chlałaś na tekturowni po nocy z tymi swoimi koleżkami …!

Zrobiłam się czerwona.

-Nie prawda!

Spojrzała na mnie gniewnie zaszklonymi oczyma. Pod nimi miłą wielkie wory. Kości sterczały jej jeszcze bardziej, a włosy posiwiały niemiłosiernie.

  • Tak?! To czemu masz takie małe oczy...?

Pamiętam, że wrzeszczała na całą kamienice.

-Bo nie mogłam spać...

-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Wyglądasz jakbyś chlała przez dwa tygodnie!

-Nie zwracaj mi uwagi na mój wygląd, spójrz na siebie! Jaka jesteś chuda...!

Matka spuściła oczy i nie zwracała na mnie uwagi, zmywała naczynia.

Życie pod jednym dachem z wrodzoną alkoholiczką było dla mnie intelektualnym wyzwaniem.

 

Bóg się mną brzydzi,

miłość ze mnie szydzi...

M.Woś

II

 

16;03

 

Przeklinałam się w duchu.

Było piekielnie zimno. Towar w kieszeni wypalał mi dziurę, czułam jak mi

ciążył.

Sterczałam tam już przez trzy godziny, a nie sprzedałam grama.

 

Właśnie tak spędzałam moje 15-ste urodziny...

 

18;00

 

Całe szczęście, zjawił się Baca. Bałam się, że jak się zaćpa na śmierć, to nie będzie miał kto ode mnie wkupywać towaru.

Kupił wszystko. Miał kupę forsy, chyba napadł na sklep.

Gotówkę schowałam w stanik.

Ręce prawie mi odmarzły, a stopy miałam jak dwa kołki. Jeszcze wtedy nie mogłam wrócić do domu.

 

18;30

 

Pamiętam, że na tekturowni tamtego dnia było jeszcze bardziej mroczno niż zazwyczaj.

Po przeskoczeniu przez murek wryło mnie w ziemie.

-Co ty tutaj robisz?

Greg zaciągną się skrętem wypuszczając z ust duszący opuchł dymu.

Spojrzał na mnie rozpalonym wzrokiem. Zrobiło mi się gorąco, a żołądek podszedł do gardła.

-A ty?

-Co cie to obchodzi?!

-To ja ci odpowiadam tak samo...

Zapadła cisza. Stałam tak przez chwile wpatrując się w jego kruczoczarne włosy.

-Spotkałem Bace.- oznajmił, palił już kolejnego papierosa.- Powiedział mi, że kupił od ciebie cały towar.

Nie odezwałam się.

-Wiedziałem, że przyjdziesz tu zostawić forsę...

Starłam się na niego nie patrzeć, z trudem opanowywałam drżenie swoich rąk. Odstawiłam cegłówkę i odłożyłam zarobione pieniądze na swoje miejsce.

Miałam już wychodzić z siedziby.

-Tęskniłem za tobą...

-Przestań!- wrzasnęłam tak głośno, że aż rozbolały mnie uszy.

Poczułam jego oddech na szyi. Chciałam mu się wyrwać, ale złapał mnie za nadgarstki aż posiniały mu palce.

Nie miałam drogi ucieczki, poddałam się...

Po raz kolejny...

 

22;14

 

    -Gdzieś ty do cholery była?!

    -Mamo, przestań krzyczeć...

Tego wieczoru byłam nadzwyczaj spokojna.

-Nie pyskuj do mnie gówniaro...!

Poczułam jej mokrą dłoń na policzku. Twarz piekła niewiarygodnie.

-Spierdalaj do swojego pokoju i ani mi się waż z niego wychodzić!

Odpuściłam sobie. Powstrzymałam się i nawet nie odpyskowałam tak jak to było zawsze.

 

Teraz za tym tęsknie...

 

Nie wzięłam nawet prysznicu, w ciuchach położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Miałam pustkę w głowie.

Myśli wirowały mi jak po orbicie.

 

Za tym też mogłabym zatęsknić....

 

03;20

 

Tamtej zimnej nocy obudził mnie hałas w kuchni. Ktoś tłukł się po szafkach.

Wiedziałam, że to matka. Bezszelestnie ześlizgnęłam się z łóżka. Ubrałam na siebie dres przeznaczony do spania..

I choć byłam niewiarygodnie zmęczona nie mogłam długo zasnąć. Przewracałam się z boku na bok.

Zrobiło mi się niedobrze. Po mieszkaniu rozniosło się echo wymiotów mojej matki z łazienki.

 

Boję się śmierci,

ale brakuje mi woli życia.

Moje życie to ciągłe cierpienie.

B.Rosiek

III

 

10;12

 

Na korytarzu szkolnym dogoniła mnie Amanda. Przepychając się przez idących pod prąd uczniów. A może to ona szła pod prąd?

-Dziś o tej co zawsze.

Przytaknęłam głową. Zgubiłam ją wśród tłumu.

 

10;15

 

Biologia.

Najnudniejsze 45 minut w moim życiu.

Każdy zajmował się sobą, a nauczycielka ględziła coś pod nosem. Nie przypuszczałam, że zaraz stanie się coś co zmieni całe moje życie.

Ciszę w klasie zakłóciło pukanie do drzwi.

Wszyscy zwrócili senne oczy na wchodzącą do pomieszczenia wychowawczynią, panią Bidurę.

Lubiłam ją. Nawet jak na nauczycielkę była naprawdę w porządku.

-Przepraszam, czy mogę tylko Joasię?

Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Przestraszyłam się, wiedziałam, że byłam niewinna , niczego nie przeskrobałam.

Na twarzy Bidury malował się niepokój, miała zaczerwienione oczy,

Spakowałam plecak i wyszłam razem z wychowawczynią.

 

10;40

 

Nigdy się tego po sobie nie spodziewałam... że będę płakała. I to przez własną matkę. Nie wyobrażałam sobie jakby wyglądało życie bez niej.

-Kochanie, masz jakąś rodzinę w Toruniu?- ze współczuciem spojrzała na mnie pani Bidura gładząc po ramieniu-wiem że mieszkałaś tylko z mamą.?

-Tak, za Wisłą mam ciocię.

Wtedy już nie płakałam, byłam spokojna, nie maiłam w sobie ani jednej łzy.

-Proszę, niech mi pani powie... Jak to się stało?

Kobieta wzięła głęboki wdech. Oparła ciężką głowę na łokciu.

    -więc..Twoja mam chorowała...

    -Wiem, nie musi mi pani tłumaczyć.

Było widać jej zakłopotanie.

-Straciła przytomność na zakupach...Karetka zawiozła ja do szpitala. Okazało się, że pękł jaj wrzód... miała uszkodzone wszystkie narządy wewnętrzne... starali się... bardzo się starali.

Miałam nadzieję, że nie będę ryczeć. Po policzku pociekły mi łzy. Skryłam wilgotną twarz w dłoniach.

Pamiętam, że najbardziej bałam się tego, że wyląduje w domu dziecka...

 

13;00

 

Olga wisiała mi na szyi. Płakała, ja też.

-Urwałam się z pracy tak szybko jak mogłam!

-Nieważne ciociu, dobrze, że teraz tu jesteś.

Od ciągłych łez rozbolała mnie głowa, oczy miałam opuchnięte.

Marzyłam tylko o tym, żeby pójść spać i nigdy się nie obudzić.

-Ciociu, co teraz ze mną będzie!?

Sama ledwo słyszałam swój głos.

-Zabiorę cię do siebie, mamy przecież duży dom z wujkiem. Teraz się o to nie martw, wszystko będzie dobrze!

Przytuliła mnie jeszcze mocniej do swoich piersi.

 

17;00

 

Tęskniłam za mamą.

Jest to śmieszne, ale się tego nie spodziewałam. Nigdy nie miałam z nią dobrego kontaktu, lecz wtedy kiedy jej nie było, czułam jakąś pustkę...

 

Sposób na życie- przetrwanie,

sposób na przetrwanie- milczenie,

sposób na milczenie- śmierć...

B.Rosiek

IV

 

 

01;12

 

Była środa. Tego dnia mijał tydzień, od czasu kiedy dostaliśmy od Górnego towar do sprzedania.

Amanda wiedziała, że mnie nie będzie. W tamtym czasie mieszkałam na drugim końcu miasta i ciężko by mi było dostać się w środku nocy na tekturownie.

 

Już nie płakałam, zapomniałam.

Nie myślałam- to zazwyczaj pomagało...

 

01;12

 

Już prawie spałam. Z sennej jawy wyrwały mnie wibracje telefonu. Nie wiedziałam kto mógłby dzwonić do mnie o tak późnej porze.

Ledwo przytomna zwlekłam się z łóżka, żeby odebrać.

Na wyświetlaczu pokazywał się numer nieznany.

-Halo..

-Aśka? Co tak długo!?...

Jak zwykle wulgarnie przywitała mnie Amanda. Jej głos był drżący i niespokojny. Mówiła szybko, pod wpływem adrenaliny.

-Nakryli nas!

-Kto?

-No policja idiotko!

Wykrzyczała mi to do słuchawki aż rozbolało mnie ucho. Od razu oprzytomniałam.

-Jak to..?

-No normalnie! My zdążyliśmy uciec, ale ludzi Górnego zgarnęli. On myśli, że to ty wsypałaś do psów. Masz przesrane!

Zapanowała cisza.

Musiałam oswoić się z tą informacją, musiałam to sobie przekalkulować.

Było kompletnie ciemno, ale czułam jak blednę, jak zaczynają mi się trząść ręce.

-Dlaczego ja!?

-Bo ciebie z nami nie było...- zwiesiła głos- ...ej Aśka, mam nadzieję, że to nie jest twoja sprawka...

-Amanda proszę cię, przestań!Przecież mnie znasz!...trzeba to jakoś szybko odkręcić...!

-Ale tego już nie da się odkręcić! Górny się porządnie wkurwił, szuka cię.

Rozłączyłam się. Odłożyłam telefon na swoje miejsce. Od razu zasnęłam i spałam twardo, aż do rana.

 

8;15

 

Rano na śniadaniu czułam się dziwnie, nieswojo.

Nie byłam przyzwyczajona do takich luksusów. Filiżanki z podstawkami, serwetki poukładane pedantycznie i chleb w koszyku. To nie było dla mnie.

Przytłaczało mnie to.

Wujek zalotnie spoglądał na ciotkę. Chyba mieli ciekawe wspomnienia z poprzedniej nocy.

Kurwa...

Złapałam się za głowę, pochyliłam się nad swoim talerzem.

-Wszystko w porządku?- zaniepokoił się Michał.

Przypomniał mi się telefon Amandy.

A może to mi się jedynie przyśniło?

Myślałam: Górny mnie zabije, dla swoich interesów zrobi wszystko. To degenerat.

Ale ja przecież byłam niewinna...

Gdy uniosłam głowę nad stołem Olga miała przerażoną minę. Uśmiechnęłam się promiennie i wyszło mi to niezmiernie naturalnie.

Ciotka widocznie się uspokoiła i jadła dalej.

 

08;20

 

-Ale co ci mogło zaszkodzić?!

Trapiła się ciotka odgarniając mi włosy, żeby nie przeszkadzały mi w wymiotowaniu do kibla.

Wyrzygałam wszystko co zjadłam na śniadanie. W ustach miałam nieprzyjemny posmak, było mi piekielnie niedobrze.

Mój organizm chciał dalej zwracać, ale miałam już pusty żołądek. W głowie kręciło mi się jak na karuzeli.

Jednymi słowy, czułam się paskudnie...

 

10;00

 

Pojechałam razem z Michałem do najbliższej przychodni.

Lubiłam wujka, nawet bardzo.

Był o 10 lat starszy od Olgi. Wiem, że ciotka ożeniła się z nim tylko dla pieniędzy, żeby nie skończyć tak jak jej starsza siostra, z bękartem na karku.

 

Może spotkam tu mojego tatę... zawsze chciałam go poznać. Może jest tu...może ucieka przed Nimi, tak jak ja?... Wiem, że nazywał się Rafał, i że zmarł na raka, więcej matka mi nie powiedziała...

 

11;20

 

Lekarz powiedział, że to niestrawność. Przepisał jakieś tabletki i kazał się do niego zgłosić jakby coś się działo....

 

14;00

 

Zostałam sama w domu. Znowu wymiotowałam, ale samymi sokami żołądkowymi, bo nie miałam już czym.

Wtedy leżałam.

Leżałam, patrzyłam w sufit i myślałam.

Nawet lepiej się składało, że zostałam w domu. Miałam mniejsze szanse, że Górny mnie szybciej dorwie. Uważałam, że złapie mnie prędzej, czy później. Po policzku pociekły mi łzy.

...Miałam wielką ochotę na skręta.

 

15;20

 

Chwile spałam.

Zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Lada moment Olga z Michałem wrócą z pracy. Nie mogli mnie zobaczyć w takim opłakanym stanie. Jeżeli ciotka zauważy, że płakałam siłą zaciąga by mnie do psychologa.

Spojrzałam w lustro.

Moje długie brązowe włosy prezentowały się paskudnie. Były tłuste i poplątane. Porobiły mi się na nich kołtuny.

Pod błękitnymi oczyma widniały dwa wielkie sińce- to od płaczu.

 

Nie pamiętam dokładnie kiedy wpadłam na ten irracjonalny pomysł.

 

Zeszłam do kuchni, przekopałam wszystkie szafki w poszukiwaniu nożyczek. Okazało się, że leżały na blacie.

Wróciłam do łazienki, zamknęłam za sobą drzwi.

Wzięłam między palce pierwszy kosmyk włosów. Użyłam nożyczek. Pukiel lśniących nitek rozsypał się na kafelkach. Przyjrzałam się efektowi swojej pracy w lustrze...

 

16;20

 

-Kochanie, wyglądasz pięknie, ale dlaczego mi nie powiedziałaś, że chcesz zmienić fryzurę? Pojechałybyśmy do fryzjera.

Trudno mi było się przyzwyczaić do krótkich włosów, ale tak czułam się najlepiej.

-Ciociu...?

Olga była zajęta przygotowywaniem obiadu.

-Tak złotko?

-...Czy mogłabym zmienić szkołę?...

Odłożyła do zlewu brudny talerz, stanęła przede mną wycierając dłonie w fartuch. Niczego nie mogłam wyczytać z jej wyrazu twarzy.

-Nawet nie wiesz jak mi spadł kamień z serca!

Odezwał się radośnie po chwili.

-Dlaczego?

-Właśnie przy obiedzie miałam ci powiedzieć, ze przepisałam cię do pobliskiego gimnazjum... wiem, ze tam masz kolegów, wspomnienia...Bałam się, że nie będziesz chciała...Przecież nie możesz jeździć na drugi koniec Torunia co rano!

Mi też ulżyło, zmusiłam się do uśmiechu.

-Super!

-Wiem, że będzie ci trudno, ale sobie poradzisz, prawda?

Uznałam to pytanie za retoryczne, więc nie odpowiedziałam.

Olga wróciła do gotowania, kroiła mięso.

-Ciociu...A czy ja pójdę do domu dziecka...?

-Asiu, oszalałaś! Jak możesz w ogóle myśleć, że Cie z wujkiem oddamy!?

-Nie byłam pewna czy mnie chcecie... przecież jestem tylko wyrodnym bękartem twojej siostry.

Ciocia podeszłą do mnie i przytuliła mnie tak mocno, że nie mogłam złapać tchu.

-Już nigdy tak więcej nie mów!

 

20;39

 

Musiałam zadzwonić do Amandy. Miałam zamiar powiedzieć jej, że zrywam z handlem, że zmieniam szkołę, że mam nadzieję, że jej już więcej nie spotkam... Cieszyłam się. Miałam nową fryzurę, myślałam że Górny mnie nie pozna. Nie musiałam już patrzeć na Graga. Już nigdy by mnie nie dotknął, nie zrobił krzywdy...

 

21;00

 

Amanda nie była zadowolona. Wydzierała mi się do słuchawki.

Powiedziała mi, że przeze mnie będą kulała im interesy, i że Górny jak będzie chciał i tak mnie znajdzie.

Nie słuchałam jej, rozłączyłam się wciskając czerwoną słuchawkę.

Byłam zmęczona, znowu mnie mdliło.

Po kolacji wymiotowałam.

 

Jak sobie to przypomnę, to cieszę się, że nie żyję...

 

Jestem sama, zupełnie sama.

Za mną mur, przede mną ściana....

M.Woś

V

 

15;00

 

W szkole było o wiele gorzej niż się tego spodziewałam. W klasie byli sami idioci, a budynek był bardziej obskurny i zaniedbany niż kamienica gdzie mieszkałam z matką,

Nie zapoznałam się z nikim, nic dziwnego. Byłam typem samotnika jeżeli chodzi o szkołę.

Myślałam, ze jakoś wytrzymam.

Gdy pomyślałam o jakimkolwiek jedzeniu od razu mnie mdliło...

 

Miesiąc później, może więcej....

 

Było nawet spoko.

Zapomniałam o Górnym i narkotykach, rzuciłam palenie. Wtedy byłam już pełnoprawnym dzieckiem Olgi i Michała. Obyło się bez długich, trwających miesiącami procesji sądowych. Same plusy dla mojego życia!

Jeżeli chodziło o szkołę, zaprzyjaźniłam się z Sandrą z mojej klasy.

Lubiłam ją. Wydawało mi się, że przeszła tyle ile ja- miała takie zmęczone oczy. Dzięki niej miałam o stokroć lepsze oceny, myślałam, ze może poszła bym do jakiegoś liceum. Ciocia by się ucieszyła.

 

14;45

 

Robiło się coraz cieplej, drzewa w parku zaczęły się zielenic. Wracając ze szkoły musiałam z ciągnąc letnią kurtkę, tak było gorąco.

Tego dnia wybierałyśmy się z Sandrą na lody do miasta. Miałam wielką tygodniówkę od Olgi, stać mnie było na wypad do centrum Torunia.

 

-Popatrz!- Wyszeptała Sandra pochylając się nad swoim pucharkiem z owocami.-Tamten facet... Jak się na ciebie gapi!

Dyskretnie obróciłam się za siebie. Wytrzeszczyłam oczy i rozchyliłam usta, zaczęły mi się trząść ręce. Aby nie wzbudzić podejrzeń koleżanki zajęłam się swoimi lodami. Jednak nie mogłam utrzymać w dłoni łyżeczki.

Za moimi plecami siedział wysoki, szczupły mężczyzna. Na twarzy miał bliznę przecinającą jego policzek.

To był on...

Face z busa, człowiek Górnego.

Myśli mi wirowały, znowu mnie mdliło. Dobrze, że zdążyłam dobiec do toalety. Cały deser wyrzygałam do muszli.

Gdy wróciłam do stolika mężczyzny już nie było. Sandra patrzyła na mnie wielkimi, błękitnymi oczyma.

Pamiętam, ze do końca dnia nie odezwałam się ani słowem.

 

23;55

 

Nie mogłam zasnąć.

Znowu.

Myślałam, ze mnie znaleźli, pewnie zabiją... nigdy wcześniej nie spodziewałam się, że umrę w takich okolicznościach.

Myliłam się...

 

23;59

 

A miałam nadzieję, że mnie nie poznają, ze zmienię fryzurę, szkołę i to wystarczy... Przeklinałam się w duchu, ze jestem taką idiotką.

 

00;00

 

Zegar w salonie wybił północ.

Zrobiłam się głodna. Miałam taką ochotę na coś słodkiego, że myślałam, ze za chwilę umrę!

Z bosymi nogami zeszłam do kuchni. W domu panował kompletny mrok i cisza...tak ja lubię.

 

13;30

 

Tamtego dnia zwolniłam się z ostatniej lekcji.

W przechodnie nie było dużej kolejki. Ginekolog przyjął mnie od razu.

 

13;55

 

Potwierdziły się moje obawy. Byłam w ciąży. W trzecim miesiącu.

Nie zmartwiłam się tym nawet, uważałam, że Górny mnie i tak dorwie i zabije..

Jadąc autobusem do domu popłakałam się. Potem siedziałam jeszcze długo w parku.

Myślałam, dużo myślałam.

Musiałam się doprowadzić do porządku, Olga nie mogła zobaczyć mnie w takim strasznym stanie. Gdyby zauważyła moje zaczerwienione oczy, nie obyło by się bez jej zbędnych pytań.

Dotknęłam swojego jeszcze płaskiego brzucha. Nie mogłam uwierzyć, że jest tam mały człowiek, którego miała bym urodzić...

 

22;00

 

Prawie już spałam.

Usłyszałam dzwonek telefonu, to była Amanda. Zwlekałam z odebraniem. Nacisnęłam zieloną słuchawkę po trzecim sygnale.

-Co się nie odzywasz?

Jak zwykle była oschła i starała się być obojętną.

-A po co mam się odzywać? Przecież ty chyba już za mną nie przepadasz...

-...Myślałam, ze jesteśmy przyjaciółkami....

Jej głos brzmiał tak jak nigdy- drżał.

Nie wiedziałam co mama jej odpowiedzieć, zaskoczyła mnie.

-Spotkamy się jutro?

Szlochała do słuchawki.

-Po co?

Nie wiedziałam o co jej chodzi.

-Górnego wsypał jego człowiek, więc nie martw się, jesteś czysta.

Kamień spadł mi z serca, aż uśmiechnęłam się w ciemności od ucha do ucha.

-Naprawdę?

-To co, jutro na tekturowni?

Mówiła cicho i niewyraźnie.

-Okej, spróbuję się wyrwać.

-Aśka...

-No co?.

-Tylko przyjdź, muszę z tobą koniecznie porozmawiać!

-Spokojnie, zrobię co będę mogła....

 

18;00

 

Wspomnienia wracały.

 

Nawet teraz kiedy sobie o tym przypomnę, boli mnie coś w środku. Jeżeli dobrze myślę, to serce....

 

Wysiadłam na przystanku obok mojej starej szkoły. W środku paliły się gdzieniegdzie światła. Myślałam, ze przyda mi się trochę ruchu- i to jeszcze w stanie, którym byłam.

 

18;40

 

Amanda czekała już na mnie w siedzibie. Nie przywitała się ze mną, to było po staremu.

Siedziała na starej wersalce pod ścianą, zauważyłam, ze nie wiele się zmieniło od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu. Jedynie na ziemi przybyło puszek po piwie, a grzyb na ścianie rozrósł się jeszcze bardziej, o ile to jest możliwe.

-Cześć.

-Aśka...- płakała ukrywając twarz w dłoniach.- Ja nie wiem co mam zrobić...!

-Co się stało?

Usiadłam koło niej i objęłam ramieniem.

-...Chyba jestem w ciąży...

Zatkało mnie, nie spodziewałam się takiego wyznania po niej. Dla chłopaków była zawsze oziębła, bynajmniej taka chciała być. Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej niż ona.

-Ala...

Po raz pierwszy powiedziałam do niej po imieniu.

Spojrzała na mnie, wiedziała, ze mama jej coś ważnego do powiedzenia.

-Ja też...Trzeci miesiąc.

-Aśka, nie żartuj sobie ze mnie!

Teraz płakałam tak, ze nie mogłam wydusić z siebie słowa.

-Czyje to dziecko?-byłam ciekawa.

Dotknęłam ciepłego brzucha Amandy, potem położyłam rękę na swoim. Nie wyczuwałam różnicy.

-Grega.

Wypowiedziała powyższe słowo jakby było lekkie jak puch, który rozpływa się w powietrzu... nikomu nie potrzebny...nikomu...

-To on też ci to robił?!-krzyczałam ze złości za to, ze na świecie żyje tyle świń...

 

20;59

 

Gdy wróciłam do domu Olga z Michałem siedzieli już przy stole.

-Przepraszam, ze tak późno...byłam u koleżanki w centrum...- starałam się, aby mój głos brzmiał normalnie.

Gdy poczułam zapach spaghetti unoszący się po przedpokoju od razu zrobiło mi się niedobrze. Ostatnią rzeczą na jaką miałabym wtedy ochotę było jedzenie.

-Nic nie szkodzi kochanie, chodź już ci nakładam kolację.- mówiła ciotka.

Byłam już w połowie schodów. Miałam nadzieję, że uda mi się uciec przed jej „sidłami”.

-Nie, ja dziękuję...- zająkiwałam się, zawsze to robiłam kiedy kłamałam- Jadłam już na mieście...

-Na pewno, niczego nie zjesz?

-Na pewno.

 

21;15

 

Świeże powietrze, gwiazdy na niebie... dają dużo do myślenia.

Na początku propozycja Amandy wydała się dla mnie najgłupszą rzeczą na świecie. W drodze do domu zauważyłam, ze to idealne wyjście z naszej sytuacji...

Telefon odebrała od razu.

-Zróbmy to...- powiedziałam od razu kiedy usłyszałam jej oddech po drugiej stronie.

-Cieszę się, że to przemyślałaś...

 

22;30

 

Olga z Michałem byli już w swojej sypialni, mieli zgaszone światło. Pewnie już spali.

Byłam już na korytarzu, jednak dręczona lekkimi wyrzutami sumienia wróciłam się do swojego pokoju. Napisałam krótki list do wujostwa i do Sandry. Uznałam, że na niego zasłużyła... Zostawiłam je przy łóżku.

Jak za starych czasów potajemnie przedarłam się w ciemność...

 

 

23;00

 

Amanda stała już przy moście.

Po niepewnej konstrukcji przewodzącej przez Wisłę nie przejeżdżały już samochody. Zamknęli go już dawno.

Było ciemno, nie widziałam gdzie stawiałam drżące nogi.

Przeszłyśmy do połowy mostu trzymając się za ręce. Myślałam, żeby się wycofać, miałam chwilę zwątpienia...ale to było jedyne wyjście dla mnie.

Dłonie Amandy były rozpalone i drżące- tyle pamiętam z tej zimnej, wiosennej nocy.

Teraz przypominam sobie jeszcze uderzenie i przeszywający chłód...

Grawitacja sama przyciągała mnie na samo dno, zapomniałam o Amandzie...o wszystkim powoli zapominałam...

Otworzyłam oczy. Widziałam ciemność, nicość...potem rażące światło...

 

 

Epilog:

 

..Tak trafiłam tu...

Nie jest tak źle, powiem wprost, że jest ciekawie. Jestem taka lekka, unoszę się ponad wami, mogłabym tak do końca końców!

Jeżeli masz tak jak ja miałam, jeżeli życie wali ci się w gruzach, masz łatwe wyjście... Powiedz mi choć jedno słowo, a ja podam ci rękę i pomogę przejść na drugą stronę.

 

Już dłużej nie dam rady...oni mnie łapią... unoszą ponad sobą, nie mogę poruszyć ani skrawkiem mojej duszy...

 

Ból.

 

Jestem już po drugiej stronie....

 


photo
...?: Ostatnia żywa dusza? Zdjęcie pochodzi z notki Księga 1


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy